
Chiny przywitały mnie deszczem...
Po bardzo przyjemnym locie wylądowałem w Hong-kongu. Pogoda niestety raczej nieciekawa - stosunkowo ciepło ale mgliście, lekka mrzawka, wszędzie czuło się wilgoć. Zgodnie ze wskazówkami, jakie dał Hostel, w którym miałem spać, wziąłem odpowiedni autobus i udałem się w podróż w stronę centrum. Jak się okazało, Hong-kong jest znacznie większy, niż to sobie wyobrażałem. Niesamowite co Brytyjczycy zrobili z tym kawałkiem ziemi w ciągu zaledwie 100 lat! Na wysepce i kawałku lądu urządzili absolutny top-end ludzkiej cywilizacji - czyste ulice, korek na drogach jak trzeba, wszyscy ludzie ciągle gdzieś biegną, drapacze chmur wszędzie gdzie się nie spojrzy, zasyfione klatki schodowe i dziwne osobniki w bocznych uliczkach... To miejsce to jedna wielka Wieża Babel, są tu ludzie z każdego chyba zakątka Ziemi, słychać mnóstwo różnych języków, zagęszczenie ludności jest naprawdę olbrzymie a budynki tak wielkie i tak gęsto obok siebie wybudowane, że praktycznie nie widać nieba. Jednak przechadzając sie tam samemu człowiek czuje sie baaardzo wyobcowany i odizolowany.
Mojemu samopoczuciu alienacji zdecydowaniu dopomógł również luksusowy pokój, jaki dostałem w hostelu - obrzydliwa, malutka klitko-komórka, 1,5 metra na 3, z przykrótkim łóżkiem zajmującym ponad połowę powierzchni pokoju, burymi kafelkami i sufitem z przymocowanym niemym wiatrakiem, który ma się wrażenie, że zaraz spadnie. Pokój ten, był częścią jednego z niezliczonej ilości hosteli usytuowanych w olbrzymim wieżowcu - mrówkowcu w samiutkim centrum Hong-kongu, dzielnicy Kowloon. Najbardziej znane są dwa takie budynki - Mirador Mansion i Chungking Mansion, stojące niedaleko siebie. Z tego co wyczytałem w przewodniku, znaczna więkoszość tutejszych hosteli jest delikatnie mówiąć obskurna, no ale widać taki już urok tego miejsca. Sam Hong-kong na pewno ciekawy i wart zobaczenia, ale na samotny wypad taki jak mój, zdecydowanie jedna noc jest wystarczająca.Następnego dnia udałem się do Shenzhen, gdzie spotkałem się z uczennicą Błażeja - Rachel, która juz wcześniej kupiła mi bilet na nocny autobus do Yangshuo. Muszę przyznać, że gdyby nie ona, to nie wiem jak bym sobie tam poradził... O ile w Honk-kongu praktycznie wszyscy mówią po angielsku, tak Shenzhen, które jest tuż za granicą, to wielka ściana, za którą NIKT nie mówi po angielsku. Wszystkie napisy w krzaczkach, więc poruszanie się jest dla obcokrajowca na pewno baaardzo utrudnione. Ale dzięki Rachel - nie dla mnie!
Miałem również szczęscie , bo Rachel mówi po angielsku bardzo dobrze jak na Chinkę, więc mogliśmy sobie pogawędzić. Jak się okazuje, za kilka dni zaczyna się w Chinach Nowy Rok, w związku z czym miliony Chińczyków podróżują do swoich rodzin, żeby z nimi spędzić święta. Już w pociągu do Shenzhen było tłoczno, a na dworcu autobusowym wcale nie lepiej.. I znowu okazało się, że miałem farta, bo gdyby Rachel nie kupiła mi tego biletu wcześniej, utknąłbym w Shenzhen na dłużej. Po prostu wszelkie środki transporu mają w tych dniach olbrzymie wzięcie. Autokar, którym jechałem, był dość niezwykły. Był to autokar nocny, z miejscami do leżenia, taki autokar-kuszetka.
Nie jestem wysoki, ale nawet dla mnie przeciętne chińske posłanie jest niestety za krótkie. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy na sikanie. Jako, że całą drogę padał deszcz, wszędzie było błoto, a ciemność nocy potęgowała tylko wrodzoną brzydotę i obskurność miejsc, w których stawaliśmy. Taka przejażdżka zapada w pamięć, ale chyba już jej nie powtórze..I tak, po 14 godzinach jazdy dotarłem w końcu na miejsce!! Yangshuo! Nareszcie! Po trzech dniach - cel podróży osiągnięty!! :)
Wyszedem z autokaru. Zimno. Bardzo zimno. Miałem jechać w tropiki, a nie na Syberię! Nistety okazuje się, że kilka dni przed moim przyjazdem w rejon miasta zawitała najsurowsza zima od 1992 roku.. :/ Mieli nawet śnieg, co w tych okolicach jest niesłychane. No po prostu szczęściaż ze mnie. Zimno byłoby jeszcze do zniesienia, bo temperatury wahają się w okolicach 3-5 stopni celsjusza, ale wszechobecna wilgoć oraz cieniutkie szyby w pokojach sprawiają, że człowiek przemarza do szpiku kości. Jako, że nie znają tutaj takiego wynalzku jak kaloryfer, bo z reguły przez większość roku ochłądzają pomieszczenia niż je ogrzewają, tak zachodzi potrzeba ogrzewania pokoi powszechnymi tutaj klimatyzatorami. Niestety wiszą one pod sufitem, więc sufitowi jest ciepło, ale mi niebardzo.. :/
Póki co, powoli organizuję sobie życie tutaj. Poznałem już szefową nauczycieli w Owen College - miejscu gdzie będę pracować - bardzo sympatyczna Australijka Michelle (zresztą większość tutejszych obcokrajowców to Australijczycy) oraz dyrektora/menagera szkoły - Chińczyka Bobby'ego. Nad nimi stoi właściciel szkoły - Chińczyk Owen Buckland, którego jeszcze nie poznałem. Michelle powiedziała mi parę rzeczy na temat życia tutaj, pracy itd. Zapowiada się co najmniej ciekawie. Tylko niech w końcu będzie ciepło...
p.s. siedze tu już 3 dzień i dopiero przed paroma godzinami przestał padać deszcz, choć obawiam się, że nie na długo... w telewizji mówią o kataklizmie jakim jest atak zimy na ten rejon Chin i milionach Chińczyków, którzy utknęli na dworcach i lotniskach - odwołano podad 3 000 lotów i niezliczoną ilość połączeń kolejowych i autokarowych. Wszyscy tutaj mówią, że to praktycznie cud, że udało mi śie tutaj dotrzeć... :|
---===###===---
China greeted me with rain...
After a vary pleasent flight I landed in Hong-kong. The weather was rather gloomy - quite warm but foggy, litte rain, you could feel the moisture everywhere. According to the tips I got from the hostel I was suppose to sleep in, I took the bus and went to the center. Hong-kong turned out to be much bigger than I supposed it to be. It's incredible what the British did with this peace of land in just 100 years! On an island and a peace of land they menaged to create the absolute top-end of human civilisation - clean streets, traffic jam, people running somewhere all the time, skyscrapers, dirty hallways, and suspicious-looking blokes in the side streets... This place is like the Tower of Babel, there are peole over there from all over the world, you can hear many different languages, the density of people is enourmous and buildings so big that you can't see the sky. But walking these streets alone, you feel really isolated. I felt even more alienated when I saw my luxury room at the hostel - ugly, small storage room, 1,5 meter per 3, with short bed, gloomy tiles and dirty ceeling with a silent windmill attached to it. This room was part of one of the countless ammount of hostels situated in a big apartment building in the strict centre of Hong-kong - the Kowloon district. The most well-known are two of these buildings - Mirador Mansion and Chungking Mansion, situated nearby. According to what I've read in the guidebook, most of the hostels here are quite shitty. Hong-kong is definitely interesting and worth seeing, but for a lonely trip like mine, one night is enought.
The next day I went to Shenzhen, where I've met Blazej's student - Rachel, who already bought me the night-bus ticket to Yangshuo. I must admit, that without her help I probably wouldn't be able to do anything there... In Hong-kong everybode speaks english, but Shenzhen is like a wall behind which NOBODY speaks english. All the signs are in chinese, and getting around is very difficult or even impossible for a stranger. But fortunately I've got Rachel! I was lucky too, because Rachel speaks english very fluent so I was finally able to chat with somebody. In few days there's a Chinese New Year (called The Spring Festival), due to which millions of Chinese travel to spend these days with there families. The train to Shenzhen was quite crowded, and it wasn't better on the bus station... But was I was lucky again, cause Rachel bought me a ticket few days earlier. If not that, I would have got stuck in Shenzhen for longer :/ The bus I took was quite interesting. It was a night bus, with sleeping places, a sleeper. I'm not a tall preson, but even for me the avarege chinese bed is too short. We stopped few times on the road to take a piss in really awful and ugly places, which where even more ugly and dirty at night and in the rain. Such journey is truly something to remember, but I don't think I'll ever do it again...
And so, after 14 hours I reached Yangshuo!! Finally!! After 3 days of travelling I reached my destination! :)
I steppes out of the bus. Cold. Very cold. I was suppose to go to tropical place, not Siberia!! Unfortunately, it seems that just few days before my arrival the most dramatic winter in years invaded the city area... :/ It was even snowing few days before, which is very unusual here. Who's the lucky guy? Cold wouldn't be that problem if not the moisture in the air, which makes You feel REALLY cold even when there's only about 4-5 centigrade. They don't use such thing as a radiator here, and the airconditioners are not efficient enough to heat the rooms, so it's a hard time.
I'm slowly setteling down here. I've met the head teacher at Owen College (the place I'm gonna work) - very nice Australian Michelle (most of the foreigners here are Aussies) and schools principal/menager - Bobby, who's Chinese. Michelle told some stuff about living here and the job etc. It looks like I'm going to have some good time here. Hopefully, it'll get warm soon...
p.s. this is the third day since I'm here and it stopped raining just few hours ago, but not for long I'm afraid... They say on the news about the catastrofic winter in this part of China, millions of Chinese are stuck on the airports, train and bus stations - more than 3000 flights are cancelled and many train and bus lines are closed. Everone here keep on saying, that it's almost a miracle that I was able to reach here... :|
4 komentarze:
szacunek Fiw, trzymaj sie dzielnie i badz tam grzeczny bo wiesz jak jest:) czekamy na kolejne wstrzasajace relacje;) pozdro!
ojj..... zdecydowanie szacuneczek!!!jestem pod duzym wrazeniem!!!Paweł!!ze Ty sie w taki "świat" wybrałeś!!zycze oczywiscie wszytkeogo dobrego !i z niecierpliwoscią czekam na kolejne relacje!!tylko uwazaj tam na siebie pozdarwiam
China beware of Fivo!
:o)
ja rowniez goraco pozdrawiam... aj... :)
Prześlij komentarz