środa, 6 lutego 2008

Chiński Nowy Rok


Dziś Chiński Nowy Rok - największe święto w tym kraju. I chyba duch wielkiego Mao ruszył w końcu tyłek i wysłuchał błagań milionów towarzyszy, bo dziś nareszcie jest ciepło!!! Alleluja!! :) Wyszedlem rano na śniadanie, na ulicach puściej niż zwykle, ale za to w całym mieście słychać odgłosy wojny. To petardy. Chińczycy maniakalnie odpalają ję wszędzie gdzie się da i to w takich ilościach, że można by tym wysłać na orbitę niejeden statek kosmiczny... W sklepach są całe stosy (naprawdę nie przesadzam) fajerwerków i wszelkich materiałów wybuchowych, a niektóre wyglądają jak laski dynamitu w kolorowym opakowaniu i zapewne taką też mają siłę. Cały czas słychać wybuchy, a w powietrzu unosi się zapach siarki i spalonego papieru. Jedna petarda wybuchła tuż pod moimi stopami, aż mi w uszach zapiszczało. Totalnia rozbrajający jest widok malutkich dzieci, na oko moze 2 - 3 latka, które razem z mamusią czy tatusiem (albo i bez) odpalają lonty petard i niezgrabnie rzucają je gdzieś przed siebie. O zgrozo! :| Oczywiście sam też kupiłem sobie paczkę takich gadżetów i postrzelałem troche na ulicy ku uciesze tubylców. Najfajniejsze są takie wielkie, okrągłe paczki, w których upchniętych jest mnówstwo małych ładunków zawiniętych w czerwony papier - po odpaleniu ferii bardzo głośnych wystrzałów nie ma końca, a na ulicy zostają wielkie, czerwone pogorzeliska. Ciekaw jestem co się teraz dzieje w ambulatoriach...
Dziś wieczorem idziemy na wspólną kolację dla nauczycieli, na którą zaprasza dyrektor, a potem w mieście jest wielka parada i jeszcze więcej fajerwerków. Trochę strach wychodzić z domu, bo nigdy nie wiadomo gdzie coś wybuchnie...

1 komentarz:

Dobar_DG pisze...

I tak powstają młodzi terroryści:) od petard się zaczyna...
No chiński nowy rok to z pewnością przeżycie jakich mało..Korzystaj chłopie ,korzystaj:)